rumiana . wielokrotnie zwodziła ją ładność i brała w swoje syrenie władanie . a zakręt , który jest w niej , nigdy nie będzie prostą . tak wygląda utożsamiony internet . jest łazarzem . poniekąd ci o tym opowie . sztuka jest sztuką . a wszystko inne , jest wszystkim innym . puzzlement . mistrustful . if you let your mind take form , it becomes localized . when you feel that happen , return and come back to a formless state .


2 listopada 2011

SZTUKA JEST ZA POWAŻNĄ SPRAWĄ ŻEBY JĄ ROBILI ARTYŚCI Edward Krasiński

 
Portret Edwarda Krasińskiego, 1969, fot. Eustachy Kossakowski, © Copyright: Anka Ptaszkowska; Negatywy i slajdy są własnością Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

1 listopada 2011

o Krystynie Miłobędzkiej która napisała o sobie : " Moje liryki należą do artykułów sypkich. Cukier? Nie. Sól? Nie. Kasza? Nie. Mąka! Mąkę najłatwiej zdmuchnąć. " Zostawiam ją w pamięci być może na kiedyś.

************************




[jestem do znikania]


jestem do znikania

chcę niczym świadczyć
niczego wziąć niczego mieć
nikogo zatrzymać

i te żal się Boże podróże
żeby mnie było więcej
żeby mi się dużo widziało

jestem wszystkim czego nie mam
furtką bez ogrodu






[była zdrowa]

była zdrowa na chorobę łączenia wszystkiego ze wszystkim

przybliżała śmiertelnie, kochała ze śmiertelnie bliskiej
odległości

wciąż bliżej było z nią i dlatego wciąż dalej

dziś dziwi się sobie całym starym ciałem







[spotkałam siebie w Bolonii]

spotkałam siebie w Bolonii, mieście filozofów i przyrodników,
byłam bez nóg, twarz miałam szorstką i szarą podobną do
codziennej gazety, z kamiennych piersi tryskała mi woda

to był ten wielki pomysł na mnie, przeprowadzony tak ściśle
że nawet krople rozpryskiwały się i spływały na powrót
w wodę

Wojciech Boros / Książę Alzheimer

Jutro odwożę mego Ojca do Domu. Opieki.
Odwożę jego skafander – rok produkcji 1930.
Pieluchomajtki. Trzęsącą się brodę.
Prawdziwe nogi służące do leżenia.
Rękę prawą, która gładziła mnie po głowie.
I puste studnie po oczach.

Dom wygląda ładnie.
Stoi na skraju lasu w Internecie.
Jest piękny jak przez telefon. Mówi Pani.
Śmierć bez odleżyn jest tego warta.
Ojciec nie pamięta i nie wie.
Ale czasami coś szepcze
w nieznanym narzeczu śmiertelnych.

A pies, którego kupię Mamie,
przyniesie w listopadowy poranek
kawałek duszy Janka na dnie brązowych ślepi.
Choć nie wiem, czy Mama zgodzi się na psa…
Make the world to believe in you and to pay heavily for this privilege. Gilbert & George

Szukaj na tym blogu