************************
[jestem do znikania]
jestem do znikania
chcę niczym świadczyć
niczego wziąć niczego mieć
nikogo zatrzymać
i te żal się Boże podróże
żeby mnie było więcej
żeby mi się dużo widziało
jestem wszystkim czego nie mam
furtką bez ogrodu
[była zdrowa]
była zdrowa na chorobę łączenia wszystkiego ze wszystkim
przybliżała śmiertelnie, kochała ze śmiertelnie bliskiej
odległości
wciąż bliżej było z nią i dlatego wciąż dalej
dziś dziwi się sobie całym starym ciałem
[spotkałam siebie w Bolonii]
spotkałam siebie w Bolonii, mieście filozofów i przyrodników,
byłam bez nóg, twarz miałam szorstką i szarą podobną do
codziennej gazety, z kamiennych piersi tryskała mi woda
to był ten wielki pomysł na mnie, przeprowadzony tak ściśle
że nawet krople rozpryskiwały się i spływały na powrót
w wodę
rumiana . wielokrotnie zwodziła ją ładność i brała w swoje syrenie władanie . a zakręt , który jest w niej , nigdy nie będzie prostą . tak wygląda utożsamiony internet . jest łazarzem . poniekąd ci o tym opowie . sztuka jest sztuką . a wszystko inne , jest wszystkim innym . puzzlement . mistrustful . if you let your mind take form , it becomes localized . when you feel that happen , return and come back to a formless state .
1 listopada 2011
Wojciech Boros / Książę Alzheimer
Jutro odwożę mego Ojca do Domu. Opieki.
Odwożę jego skafander – rok produkcji 1930.
Pieluchomajtki. Trzęsącą się brodę.
Prawdziwe nogi służące do leżenia.
Rękę prawą, która gładziła mnie po głowie.
I puste studnie po oczach.
Dom wygląda ładnie.
Stoi na skraju lasu w Internecie.
Jest piękny jak przez telefon. Mówi Pani.
Śmierć bez odleżyn jest tego warta.
Ojciec nie pamięta i nie wie.
Ale czasami coś szepcze
w nieznanym narzeczu śmiertelnych.
A pies, którego kupię Mamie,
przyniesie w listopadowy poranek
kawałek duszy Janka na dnie brązowych ślepi.
Choć nie wiem, czy Mama zgodzi się na psa…
Odwożę jego skafander – rok produkcji 1930.
Pieluchomajtki. Trzęsącą się brodę.
Prawdziwe nogi służące do leżenia.
Rękę prawą, która gładziła mnie po głowie.
I puste studnie po oczach.
Dom wygląda ładnie.
Stoi na skraju lasu w Internecie.
Jest piękny jak przez telefon. Mówi Pani.
Śmierć bez odleżyn jest tego warta.
Ojciec nie pamięta i nie wie.
Ale czasami coś szepcze
w nieznanym narzeczu śmiertelnych.
A pies, którego kupię Mamie,
przyniesie w listopadowy poranek
kawałek duszy Janka na dnie brązowych ślepi.
Choć nie wiem, czy Mama zgodzi się na psa…
31 października 2011
23 października 2011
cenię wewnątrzsterowność / prof. Świda-Zięba
Kiedy człowiek kładzie nacisk na swoje życie wewnętrzne i żyje według siebie.
21 października 2011
FB
Jaś Kapela
Dresiarz, którzy przysiadł się do stolika jakiś dziewczyn w NWS, żeby wypić Tatrę z puszki, wziął do czytania Zizka. Po chwili podchodzi do mnie i prosi, żebym mu przytrzymał książkę do poniedziałku, bo zaraz idzie do więzienia, a to niezła rozkminka.
Dresiarz, którzy przysiadł się do stolika jakiś dziewczyn w NWS, żeby wypić Tatrę z puszki, wziął do czytania Zizka. Po chwili podchodzi do mnie i prosi, żebym mu przytrzymał książkę do poniedziałku, bo zaraz idzie do więzienia, a to niezła rozkminka.
18 października 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Make the world to believe in you and to pay heavily for this privilege. Gilbert & George


